Egocentryzm z głową w chmurach

Muszę uważać. Staram się być ostrożny, ale co jakiś czas opuszczam gardę i ten gorszy ja wali mnie z całej siły po mordzie. Ten, z głową w chmurach. Jest tyle utworów o „dualizmie osobowościowym”. O tym ukrytym „ja”, które siedzi w każdym z nas…

„…co za motywujące gówno
Lecz jak nie pozbędę się tego
Porobię się znowu już przed siódmą…”

Ten Typ Mes – Wiedzą

Dobra teraz coś Wam powiem – „gorszego ja” nie ma. To głupia wymówka słabych ludzi do usprawiedliwiania rzeczy, za które nie chcą brać odpowiedzialności. Po prostu wobec niektórych jestem dupkiem, manipulantem i egocentrykiem (ale nie egoistą!). Ten sam gość, który nierzadko wpłaca pieniądze na różne akcje charytatywne, który kocha swoich przyjaciół jak rodzinę, za których dosłownie skoczyłby w ogień. Ten sam, który często się wzrusza widząc starszych ludzi, który chciałby, żeby każdy odnalazł miłość, ten właśnie gość kłamie, kieruje się bardzo prymitywnymi pobudkami, zniekształca rzeczywistość dla własnych korzyści, mówi często ludziom (szczególnie kobietom) to co chcą usłyszeć… po to by było „po jego myśli”. Wiecie co jeszcze jest słabe? Do tego momentu tejże spowiedzi, conajmniej trzy dziewczyny mają prawo myśleć, że ten post jest o nich. Dupek, huh?

Angel and devil on shoulder

Wiecie kiedy dostaję w ryj pięścią mojego przerośniętego ego? Kiedy kogoś nie docenię. Kiedy uważam kogoś za o wiele głupszego niż się okazuje. Kiedy rozmawiam z kimś jak z półgłówkiem, żeby… „wyrównać poziom” – tylko po to by na końcu dostrzec, że w całej tej dyskusji to ja jestem niedorozwinięty i manipulowany… i to jeszcze z tak prymitywnych pobudek, którymi gardzę, a które niestety również mnie dotyczą.

Żółć jak lawa rozżarzona,
Tylko czeka, żeby wylać.
Trzęsie się pode mną Ziema
Lecz ja kolan nie uginam.

RAU – Wielkie zło

Kolan nie uginam, ale chylę czoła. Over & Out.

Reklamy

#100happydays vol. 2

Cześć, nie wiem czy istnieją czytelnicy, którzy odwiedzają bloga, a nie śledzą fanpage’a, ale krótka notka dla świata. Ostatnio więcej gadam do kamery, a znacznie mniej piszę. Po dwóch latach postanowiłem znowu podjąć się wyzwania 100 szczęśliwych dni. Tym razem moje szczęśliwe momenty uwieczniam na wideo, a nie na zdjęciu. Zapraszam!

Nie warto było robić nic.

Książki… Oprócz serii o Harrym Potterze, tylko jedną przeczytałem więcej niż raz i był to „Ojciec Chrzestny”.  Przez cały czas trwania powieści, gdy jeden z bohaterów musiał kogoś skrzywdzić, zabić lub wykluczyć z biznesu – pojawiały się słowa „to nic osobistego, to tylko interesy”.

godfather.jpg

W całej historii dwie osoby rozumiały jak wygląda rzeczywistość. Kiedy Michael Corelone przejmował imperium po swoim ojcu, przedstawił przyrodniemu bratu prawdę.

(…) Po raz drugi ujrzał twarz Michaela Corleone tężejącą w maskę, która niesamowicie przypominała dona.

– Tom, nie daj się bujać nikomu. To wszystko jest osobiste, cały biznes od początku do końca. Każdy kawałek gówna, który każdy człowiek musi zjadać co dzień przez całe swoje życie, jest czymś osobistym. Nazywają to biznesem. Ale jest to osobiste jak cholera. Wiesz, od kogo się tego nauczyłem? Od dona. Mojego starego. Ojca Chrzestnego. Gdyby piorun strzelił w jego przyjaciela, ojciec wziąłby to osobiście. Moje wstąpienie do piechoty morskiej wziął osobiście. Dlatego właśnie jest wielki. Wielki don. Wszystko bierze osobiście. Jak Bóg.

Przyjechałem do Szwajcarii odwiedzić znajomych. Głównym celem podróży była wizyta u kumpla (u którego mieszkam i którego rodzina przyjęła mnie bardzo serdecznie), ale myślałem, że byli współpracownicy będą tak samo entuzjastycznie nastawieni do spotkania jak ja.

Firma zorganizowała wypad do pubu, na którym pojawiło się trzech byłych pracowników (z czego dwóch nie pracuje już w tej firmie znacznie dłużej niż ja, ale są szwajcarami). Kiedy mój kolega zapytał czy też mogę przyjść okazało się, że nie.

Po roku, wydawało mi się, że nawiązałem tu szczere znajomości. Wydawało mi się, że się lubimy i szanujemy, bo ja wszystkich poznanych tutaj ludzi, gdyby odwiedzili Wrocław, ugościłbym jak umiem najlepiej. Niestety widzę, że dla mojego byłego szefa to nic osobistego, to tylko interesy, a koszt piwa i burgera przewyższa zyski wynikające z popularnego w biznesie „networkingu”. Jednak może nie to było powodem, że dostałem zakaz pojawiania się? Może mnie po prostu nie lubią? Bo jeśli to koszt burgera był przeszkodą… drogi szefie, następnym razem w podobnej sytuacji, zaproś mnie – zapłacę za siebie, a nawet postawię Twoją kolację. Keine Sorgen!

Oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Wierzę, że w firmie wciąż pracują ludzie, z którymi nadal świetnie bym się bawił. Ból dupy? Oczywiście, że tak, bo się zawiodłem! Przez rok wypruwałem sobie flaki, za nie oszukujmy się, psie pieniądze, bo podchodziłem do spraw osobiście, a nie warto było robić nic.

Single man

Długo nie pisałem, bo nie miałem weny, chociaż sporo się działo.

624full-a-single-man-screenshot.jpg

Będąc trzylatkiem myślałem, że wszystko mi się należy, a słońce nie krąży wokół ziemi, tylko wokół mnie. Było tak, dlatego że do tej pory byłem jedynakiem, a rodzice bardzo cieszyli się z pierworodnego. Myślałem, że tak będzie zawsze, ale nigdy nic nie wiadomo. 31.05.1994 rodzice kazali mi iść do babci, a sami pojechali z brzuchem mamy do szpitala. Od tamtej pory słońce krąży pół na pół, wokół mnie i siostry. Wspomniana babcia… przez wiele lat, po szkole chodziłem do niej na obiad. Jako szesnastolatek myślałem, że tak będzie zawsze, ale nigdy nic nie wiadomo. 23.02.2006 po męczącej chorobie babcia zmarła, a ja po raz pierwszy ukłoniłem się śmierci. W 2006 roku kończyłem gimnazjum – zdarzało mi się chadzać na olimpiady z języka polskiego i jeździć „na jakieś tam wyższe szczeble”. Idąc do liceum, byłem przekonany, że jestem humanistą i myślałem, że tak będzie zawsze, ale nigdy nic nie wiadomo. 01.09.2007 rozpocząłem naukę na profilu matematyczno-fizycznym. Idąc na studia wydawało mi się, że aby zdobyć dobrą pracę należy mieć wykształcenie. Myślałem, że tak będzie zawsze, ale nigdy nic nie wiadomo. Pisząc tego posta, leżę na kanapie, w salonie apartamentu w SkyTower, który jest jednocześnie naszym biurem. 16.06.2015 ostatni raz pojawiłem się na PWr jako żak, składając podanie o skreślenie listy studentów, nie uzyskując żadnego tytułu naukowego.

20170223_172529741_ios

Długo nie dostrzegałem tej prawidłowości… W moim życiu było trochę kobiet, ale dwa razy byłem w poważnym związku. Dwa razy myślałem, że to do grobowej deski, w zdrowiu i w chorobie, że tak będzie zawsze, ale nigdy nic nie wiadomo. 24.10.2014 i 31.01.2017 moje życie dynamicznie zmieniło kierunek. I’m a single man. Nigdy nic nie wiadomo.

No sugar february challange!

Ciemnoszare, listopadowe niebo już od kilku godzin groziło ulewą. Brak słońca i tęsknota za ojczyzną odbierały mi smak życia. Rano po treningu waga pokazała 82kg, a sześciopak na brzuchu, mimo że przytłumiony, ciągle był zarysowany.

6pak

O 17:30 wyszedłem z biura modląc się, żeby nie padało i zadzwoniłem do siostry.

  • Ewa, jestem na masie… zjem czekoladę.

Jak mógłbym sobie odmówić, wiedząc, że jestem ostatni miesiąc w kraju, który słynie z wyrobów czekoladowych?! Poza tym ciężko jest nabić 3200kcal dziennie tylko zdrową paszą. No i przecież wszystko wliczę w bilans, dopasuję do makro i będę ostro trenował! Przez kilka kolejnych dni byłem jednym z najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Zajadałem się przeróżnymi smakołykami i jakoś przegapiłem moment, w którym wymknęło mi się to wszystko z pod kontroli. Kolejne dni, tygodnie… a ja ciągle przesuwałem „deadline”, w którym rzucam czekoladę. Wiecie jak to jest z alkoholikami, którzy nie dostrzegają problemu, ale pewnego dnia budzą się na dworcu na ciężkim kacu i w końcu godzą się z prawdą? Moim „dworcem”, była trzystugramowa, trzywarstwowa czekolada Milka zagryziona całym opakowaniem pełnowymiarowych batonów Milky Way.

Dziś rano waga pokazała mi 85 kg, a lustro obrzygało mnie takim obrazem:

gruby

Z uwagi, że strasznie mi się nie podobają lustra ostatnimi czasy, mam ogłoszenie.

  1. Miesiąc luty zostaje okrzyknięty miesiącem bez węglowodanów prostych z wyjątkiem dwóch bananów dziennie spożywanych bezpośrednio po treningu.
  2. Działalność bloga na kolejne 12 tygodni od dnia 1.02, zmienia charakter na VLOG pt. Redukcja 2017, w którym będę śledził proces utraty tkanki tłuszczowej. Niedzielne posty nie będą publikowane regularnie.
  3. Realny cel – waga 80kg do 01.05.2017 przy założeniu, że tempo utraty masy musi być w miarę możliwości równomierne, a waga NIE MOŻE spaść poniżej wyznaczonego celu.

Trzymajcie kciuki! Mam nadzieję, że w te wakacje będę miał życiową formę. Chciałby ktoś dołączyć? Czekam na wiadomości na Facebooku – jeżeli będzie was chociaż niewielka garstka, zorganizuję konkurs z nagrodami na najlepszą metamorfozę!

Wat Pho

Piszę pod wpływem impulsu. Jeszcze nigdy nie byłem tak daleko od domu. Jeszcze nigdy nie widziałem rzeczy, które zobaczyłem przez ostatnie dwa tygodnie.

Siedzę w świątyni Pho i co chwilę się zawieszam… na bawiących się, beztroskich dzieciach, na ludziach robiących sobie zdjęcia, na roześmianych albo smutnych twarzach turystów. Hałas zagłusza mi muzyka w słuchawkach, a upał co minutę przepędza łyk lodowatej wody, którą dostałem na wejściu.


Przez ostatnie półtora miesiąca miałem najdłuższy urlop w życiu. Po pięciu latach ciężkiej pracy, zdobywaniu doświadczenia i stresu związanego z uczelnią, w końcu mogłem sobie pozwolić na prawdziwy urlop. Co prawda podróżowałem trochę wcześniej, ale nigdy tak naprawdę nie odciąłem się mentalnie od pracy. Teraz kiedy mój wypoczynek dobiega końca, cieszę się – jestem zmotywowany do dalszego rozwoju. Punkt pierwszy? Muszę schudnąć. Mati w pogoni za szczęściem zawsze musi zacząć od sylwetki 😂

Chciałbym napisać jakąś głęboką motywującą myśl, ale nie umiem. Po prostu jestem bardzo szczęśliwy i chciałbym, żeby wszyscy byli tak zadowoleni z życia jak ja. Wiem, że teraz pokazuję tylko efekt końcowy, ale każdy tak może… cytując Tego Typa Mesa:

Reprezentuję tylko pewien procent-
Który poświęcił kilkanaście lat na pasję, żadne supermoce

Ten Typ Mes – As

One night in Bangkok!

Jako, że bytomska scena vlogerska ostatnio rozkwitła jak pierwsze przebiśniegi… (nie)skromnie zgapiłem zajawkę od innej bytomianki

Kiedyś znany vloger przytoczył tę anegdotę, ale powtórzę. Gdy na siłowni chcesz zobaczyć czy poprawnie wykonujesz dane ćwiczenie – nagrywasz się. Dzięki temu możesz wyeliminować błędy. Vlogowanie jest tym samym jednak przed kamerą nie wykonujesz ćwiczeń, a po prostu żyjesz. Film, który nagrałem w ostatnie kilka dni wpędza mnie w poczucie wstydu… czy naprawdę jestem takim infantylnym cwaniaczkiem? Mateusz, to jest jedzenie, a nie „jedzonko”. To telefon, nie musisz zaznaczać, że to iPhone wieśniaku, a płynąłeś łódką, a nie łódeczką. Aha i nie musisz się chwalić, że vlogujesz po niemiecku. Znaczna część ludzi, nie lubi tego języka. Chyba jako terapię i katharsis dla samego siebie – zapraszam do obejrzenia mojego pierwszego vloga.

Kłótnie w internecie!

„Jak zwykle w klubie ściany podpierałem na kompie facebook przeglądałem, posty czytałem i niektóre lajkowałem”.

Przeraża mnie jak wygląda ostatnimi czasy mój wall na facebooku. Kompleksy gonią kompleksy. Agresja, wyzwiska i więcej agresji. Nie wiem jak się uchowałem przez tyle lat aktywności w internecie (jak i na samym portalu Marka Zuckerberga) przed falą hejtu. Od niedawna słowa, które przypisuje się (fałszywie!) Stanisławowi Lemowi wydają się prawdziwsze:

„Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”

Uderza mnie to jakie ludzie mają o sobie mniemanie. Każdy jest panem i władcą, każdy jest filozofem, mędrcem i naukowcem. Każdy wyżej sra niż dupę ma. O ile taka postawa w internecie była domeną dzieciaków, które po prostu trollowały, o tyle co raz więcej dojrzałych ludzi używa facebooka, a ta grupa ludzi jednak po prostu taka jest. Boli mnie, że często jeżeli ktoś nie ma racji, to nawet nie warto mu w kulturalny sposób zwracać uwagi, bo zwrotnie otrzymuje się tonę wyzwisk.

Z drugiej strony nie chcę pozostawać bierny i narzekać na rzeczywistość. Dlatego wiem, że niestety to obowiązkiem ludzi wykształconych jest dzielenie się wiedzą i edukowanie innych. Nie możemy wymagać od prostego człowieka głębokich przemyśleń jeżeli nie wytłumaczymy mu wszystkich zależności danego zagadnienia, tak jak nie możemy wymagać od osoby otyłej przebiegnięcia maratonu, jeżeli nie przeprowadzimy z nim odpowiedniego treningu.

Wiem też, że często próby uświadomienia ludzi zderzają się z murem, ale posłużę się brutalną, jednak w moim mniemaniu trafną analogią, która obrazuje tę sytuację. Kiedy próbujemy oswoić dzikiego psa, bardzo długo będzie próbował nas ugryźć, bo nie rozumie, że chcemy jego dobra. Musimy długo go karmić, podchodzić małymi krokami bliżej i stopniowo zdobywać jego zaufanie. Niestety, z prostymi ludźmi… trzeba tak samo – cierpliwie.

Nowy rok, nowy ja… tak naprawdę to nie, wszyscy tak mówią 

Internet zalała fala postów motywacyjnych o postanowieniach noworocznych. Nie wiem czy mogę być gorszy? Ten post będzie wyjątkowy, bo po raz pierwszy napiszę coś z komórki.

Dobra tak całkiem szczerze to nie mam szczególnych planów. Muszę znaleźć pracę, bo od dzisiaj jestem oficjalnie bezrobotny, Egzotik potrzebuje więcej tekstów piosenek, muszę zdać certyfikat z niemieckiego, bo już coś tam szprecham i takie tam. Muszę pomyśleć nad nowymi wartościowymi postami na bloga (chociaż marzy mi się już vlog). Muszę, muszę, muszę… muszę? yyy… chcę

Zobaczymy! Tymczasem wracam na przedłużoną imprezę sylwestrową 🙂

Szczęśliwego nowego roku !