Dlaczego nie „musisz schudnąć na lato”. Prawda w jedną minutę

Cześć,

To przedostatni post o „kształtowaniu sylwetki”. Zastanawiam się czy chociaż zostało wzięte przez Ciebie pod uwagę 100happydays challange? 🙂

Praca nad ciałem najczęściej kojarzy się z redukcją tłuszczu. Dziś zbędny balast ma złą sławę. Zabawne, że niegdyś był podziwiany.

fatmansclub
„Klub grubasa (1894)” – członkowie musieli ważyć minimum 90kg!”

Prowadząc blog w tamtych realiach pisałbym „jak przytyć”, jednak dziś powiem Ci dlaczego nie „schudniesz na lato”.

Przyjdzie maj, zostanie kilka tygodni do urlopu, wszyscy panicznie pobiegną na siłownię, zajęcia fitness czy jogging po parku. Jazda. Nieprzygotowane ciało po dwóch treningach będzie tak obolałe, że odstawią wszystkie postanowienia w kąt. Bardzo dobrze, bo jeżeli jedyną motywacją jest banda obcych ludzi na plaży to… jak śpiewała Ewa Farna, nie tędy droga.

Jeżeli wstydzisz się pokazać na plaży to znaczy, że nie podobasz się sobie. Skoro tak, to nie jest to stan, który trwa 3 miesiące tylko cały rok. Twierdzenie „muszę schudnąć na wakacje” to tak naprawdę „muszę schudnąć na wakacje”. Przy sporych zaległościach, w tym sezonie i tak jest za późno na dietę i trening, który Cię nie zabije. Jeżeli jednak bardzo chcesz, możesz przestać jeść, być super na plaży i czekać na efekt jojo 🙂

Masz świadomość, że twoim celem nie jest forma urlopowa, prawda? Wakacje to po prostu moment, w którym musisz się odsłonić i się tego wstydzisz, ale tak naprawdę chcesz być fit przez cały czas. Zacznij dziś, a skończ… nigdy.

Za tydzień – krok po kroku – jak udało mi się wyrobić poprawne nawyki i dlaczego nawet nie myślałem o rezygnowaniu. Potem, w kwestii sylwetki, jesteś „on your own”.

Reklamy

Czy muszę być „fit”, aby być szczęśliwym?

Pierwszy post, sprawiający problemy podczas pisania. Czy musisz być fit?

Tak nie niewiem

„Szczęście” nie jest uniwersalne i dla każdego jest czym innym. Najbardziej trafi do Ciebie ten post, jeśli jesteś na podobnym etapie, na którym jestem ja – przed trzydziestką, bez poważnych zobowiązań. Jednak zachęcam do lektury, nawet jeśli jest inaczej.

Nie wmówię Ci czym jest szczęście. Wiem jednak, że ja, muszę postrzegać siebie jako osobę atrakcyjną, aby być zadowolonym z życia. Być może jednak cały trend kaloryfera na brzuchu Cię nie dotyczy. Oczywiście, że nie każdy musi mieć sześciopak, ale postaram się pokazać, że nie o kratę tu chodzi i że dbanie o siebie (ogólnie) jest ważne w drodze do sukcesu.

Zapytasz dlaczego pisząc bloga o „szczęściu” dużą wagę przywiązuję do tak powierzchownej rzeczy jaką jest wygląd? Przecież kiedy poznajesz kogoś, wygląd nie jest najważniejszy. Nie, nie jest najważniejszy, ale zdecydowanie jest pierwszy, dlatego satysfakcjonujący widok w lustrze to początek podróży w kierunku zadowolenia z życia. Przecież wielu osobom, mogę się nie podobać! Jednak podobam się komuś z kim będę musiał wytrzymać do ostatniego oddechu – sobie.

Zacząłem ćwiczyć, bo chciałem być atrakcyjniejszy. A teraz? Piszę blog, który jest dość intymnym kawałkiem mnie. Powstał, bo dwa lata temu poszedłem na siłownię. Czy to jest powierzchowne? Nie, bo praca nad sylwetką kształtuje tak naprawdę ducha. Wysportowane ciało to efekt uboczny, coś co z czasem staje się codziennością. Poświęcenie, wytrwałość, pewność siebie – to cechy wypracowane. Bardzo pomocne w osiąganiu szczęścia. Z moich obserwacji wynika, że zakompleksieni ludzie to wredni ludzie. Walcz z kompleksami! Nie daj się!

Jeszcze tylko dwa posty o sylwetce – za tydzień „Idealna sylwetka do wakacji!”.

100 dni, które pomogą Ci być systematycznym

Systematyczność to coś z czym większość ludzi nie idzie za pan brat. Sam też musiałem poświęcić trochę energii, aby jakkolwiek wytrwać w dążeniu do celu. Na szczęście mam dla Ciebie dobrą wiadomość! Z tym nie trzeba się urodzić. Tego można się nauczyć.

Całe życie myślałem, że nie potrafię robić czegoś regularnie, bo robię rzeczy nieprzyjemne – jak trening, który jest wysiłkiem. Jak nauka gry na instrumencie, gdy na początku najbanalniejsze melodie są problemem i ich wykonanie przenosi myśli słuchacza w to samo miejsce, w którym były na końcówce filmu „Marley i Ja”. Błąd. Wykonywanie czynności za nim staną się nawykiem jest trudne nawet jeśli są to zadania przyjemne. Przekonałem się o tym podczas mojego 100happydays challange. Wyzwanie polega na tym, abyś przez 100 dni, codziennie robił zdjęcie momentu, który w danym dniu uczynił Cię szczęśliwym. Projekt ten podpatrzyłem u mojej przyjaciółki z MonaFactory (wbijać, czytać, followować) i postanowiłem zrealizować swoją wersję. Co prawda wystartowałem z zupełnie innych powodów niż nauka systematyczności, ale wyciągnąłem z tego przedsięwzięcia dużo więcej niż się spodziewałem. Po pierwsze zrozumiałem, że tak naprawdę „nie mam czasu” to bzdura. Masz mnóstwo czasu tylko spędzasz go na 9gagu/facebooku/tinderze/instagramie. Po drugie właśnie około 60tego-70tego dnia stwierdziłem, że to jest już łatwe, czyli nauczyłem się systematyczności.

Oczywiście nie jest to 100% metoda, ale niezależnie od wszystkiego – polecam gorąco podjąć się tego wyzwania. Nawet gdybym nic się nie nauczył – przynajmniej zbudowałem bazę 100 dni świetnych wspomnień! Wiele rzeczy zrobiłem po raz pierwszy w życiu i dobrze się bawiłem. Zobacz:

100happydays.gif

Do zobaczenia za tydzień!

Jedno pytanie, które sprawi, że poprawisz swoją sylwetkę

Cześć,

Na foto zajawce z zeszłego tygodnia moje zdjęcie „przed” nie było moim najgorszym stadium. W najgorszym stadium unikałem aparatu jak ognia. Przejrzałem setki swoich zdjęć z różnego plażowania i opalania się w latach 2011-2013 i zgadnij co? Żadnego zdjęcia bez koszulki…przypadek.gif

Nie wiem czy Ty też tak masz, ale ja jestem lekko narcyzem. No dobra, nie lekko. Lubię się sobie podobać, ale lubię też czekoladę. Kiedy rozpocząłem studia moją jedyną aktywnością były pląsy we wrocławskich klubach tanecznych, a że tancerz ze mnie marny to niestety bardzo szybko zacząłem przybierać na wadze. Na moje (nie)szczęście, mam dość pociągłą twarz i nawet jak jestem „pulchny” to aż tak mocno tego po mnie nie widać, więc obudziłem się dosyć późno. Poza tym… miałem dziewczynę, naukę i przytłaczającą ilość zmian w życiu, więc niespecjalnie na to zwracałem uwagę. No więc co się stało? Dziewczyna ze mną zerwała i chciałem jej „pokazać”? Nie. Po prostu na poniższe pytanie odpowiedziałem „Tak”. To był wspomniany w poprzednim poście „pierwszy krok”.

„Czy chcę się sobie bardziej podobać?”

Odpowiedź wydaje się banalna, ale… (click play)


Mój związek rozpadł się m.in. przez tę decyzję. Tak mocno skupiłem się na wytrwaniu w swoim postanowieniu, że całkowicie zaniedbałem tamtą relację. Czy żałuję? Nie, ale o tym kiedy indziej.

Zawiodłem Cię tym postem? Zasugerowałem Ci, że znajdziesz dietę cud i trening szyty na miarę? Jeśli tak to dobrze. Praca nad sylwetką to długa droga i musisz znaleźć w sobie pokłady cierpliwości i systematyczności. Pomocny w tej kwestii będzie następny post – 100 dni, które pomogą Ci być systematycznym.

Zapraszam!