Pijaczyna – czyli jak nie zostałem alkoholikiem

Wiesz co, nigdy nie pisałem do Ciebie pod taką presją czasu. Nigdy nie pisałem do Ciebie nietrzeźwy – ale o to proszę – bijąc się w pierś, starając się dotrzymać terminów – o to, o 00:46, pijany, tworzę.

polskie-wodki

Wiesz co jest fajne w pisaniu tego bloga? Że przestałem się już przejmować opinią innych. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych ten styl, ta treść może być mierna, ale kurde – ja lubię to robić. Chociaż na początku czytałem każde zdanie po 10 razy, to teraz – nie żeby nie zależało mi na jakości – ale zacząłem czillować i robić to dla siebie, nie dla niewiemczegoniewiemkogo. Oczywiście, że chciałbym pisać chwytne słowo, którego lektura przyprawiałaby wielu ludzi o dreszcze towarzyszące pierwszym randkom, ale być może do tego jeszcze muszę dojrzeć, trochę potrenować pióro. Tymczasem mam niewielką, aczkolwiek stałą, cotygodniową, ilość wyświetleń i chociaż nigdy nie proszę o lajki, ale ostatnio zastanawiałem się – ilu ludzi faktycznie czyta 250 słów regularnie  a ilu to turyści – więc jeśli nie jesteś tu pierwszy (i nieostatni) raz to zostaw proszę lajka na fejsbukowym poście fanpage’a. Zrobi mi się bardzo miło.

Wniosek na dziś? Czasami robimy rzeczy na pokaz – kurde no co ja będę ściemniał. Jak zrzuciłem kilka kilo to fajnie było oglądać rosnącą ilość lajków pod zdjęciami „przed – po”. Jak zmontowałem „The Lotnik”, to fajnie było czytać wiele komentarzy na naszej klasie, że uderzyłem w ich wspomnienia. Jednak czasami podejmujemy się przedsięwzięć, które realizujemy tylko i wyłącznie dla siebie, mimo że niezbyt wiele osób to docenia, jeszcze mniej lubi, a jednak chce się to robić. Jak mawia mój serdeczny przyjaciel… „Ja popieram takie akcje”.

P.S. Tytuł tego posta ma się ni jak do treści. Wiem.  🙂

Reklamy

Szkoła muzyczna – jak nie zostałem jazzmanem

Kiedy poszedłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej i zobaczyłem czego się tam ode mnie wymaga stwierdziłem – prościzna. W pierwszych etapach  edukacji większość rzeczy przychodziła mi sama, nie spędzałem zbyt wiele czasu nad książkami i po prostu przyzwyczaiłem się, że jestem w czymś dobry. Już wkrótce miałem przekonać się jednak, że nie jestem wszechstronnie uzdolniony i przeżyć po raz pierwszy zawód na własnej osobie.

W czwartej klasie podstawówki rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej. Miałem zostać trębaczem. Pech chciał, że nie byłem tak utalentowanym instrumentalistą jakbym sobie tego życzył, bo okazało się, że muszę sporo ćwiczyć, żeby zaliczać kolejne semestry. Pierwszy raz widziałem u siebie tak wolny progres, kiedy naprawdę się starałem! Nie mogłem tego wytrzymać. Po bardzo krótkim czasie granie na trąbce było dla mnie męczarnią i przez to, że tak powoli się rozwijałem, przestałem to lubić. Po dwóch latach, miliardzie łez i ogólnej frustracji udało mi się przekonać rodziców, że to nie ma sensu.

Niewielu rzeczy w życiu żałuję, ale nieukończenie szkoły muzycznej jest na pewno jedną z nich. Niespecjalnie jara mnie granie na trąbce, ale od 3 klasy rozpocząłbym lekcje fortepianu (standardowa procedura w szkołach muzycznych), który ubóstwiam. Niestety tę lekcję zrozumiałem będąc u progu dorosłości. Czego się nauczyłem? Chyba tego czego uczą na każdym szkoleniu MLM:

never-give-up.jpg

Nie poddawaj się, bo coś dobrego może się czaić tuż za rogiem. Oczywiście nie twierdzę, że wszystko trzeba cisnąć z uporem maniaka, jednak jestem pewny, że wiele rzeczy odpuszczamy zbyt szybko. Poza tym to nie było tak, że wcale nie było progresu. Był po prostu dużo wolniejszy niż się spodziewałem. Nadal jestem bardzo niecierpliwy próbując zdobyć nowe umiejętności, jednak wydaje mi się, że powoli udaje mi się to kontrolować. Nie rezygnuj zbyt pochopnie!

Kickboxing – jak NIE zostałem fighterem

Zgodnie z zapowiedziami, startujemy z moimi hobby. Kickboxing nie był moją pierwszą pasją, ale chciałbym od niego zacząć.

Treningi rozpocząłem zimą 2004. Trochę dlatego, że chciałem być „cool”. Nigdy nie lubiłem się bić, ale chłopakom czasem wypada dać sobie po mordzie, więc chciałem umieć to zrobić należycie. Poza tym trenowanie budziło respekt, a jeszcze jak wpadły pierwsze medale z zawodów to już w ogóle był szacuneczek. Był to chyba pierwszy raz kiedy poświęciłem się na tyle, że odmawiałem sobie przyjemności na rzecz sprawy. W dużej mierze to zasługa trenera, który jako pierwszy pokazał mi, że robienie czegoś na pół gwizdka nie prowadzi do sukcesu. Uświadomił, że nie chcę należeć do pokolenia ofiar – dzieci, które tylko myślą, że wygrały.

5186006204_ccd5878e58_b.jpg

Mimo, że nawet nieźle sobie radziłem i z każdych zawodów wracałem z czymś to paradoksalnie – kickboxing nauczył mnie przegrywać, szanować przeciwników oraz dawać z siebie 100%.

Jednak najcenniejszą lekcję, której nie zapomnę i za którą do końca życia będę wdzięczny, dostałem po lokalnych zawodach. Miałem na nich tylko jedną walkę, którą bez większych problemów wygrałem. Następnego dnia na treningu bez słowa wyjaśnienia co 5 minut dostawałem polecenie zrobienia serii pompek. Zrobiłem ich wtedy najwięcej w życiu. Na koniec treningu dowiedziałem się, że to dlatego, że mój prawy prosty podczas walki był słaby. To nic, że wygrałem walkę. Dostałem lekcję, pokazującą, że dopóki nie jestem najlepszy na świecie, to mam jeszcze sporo roboty. Za to chciałbym podziękować. Za naukę nieustannego samodoskonalenia się. Chociaż moja kariera kickboxera nie trwała zbyt długo, to jestem pewny, jej wpływu na moje życie. Czy żałuję, że się skończyło? Nie – tak miało być. Nie mam charakteru do tego sportu, ale bardzo się cieszę, że to wszystko przeżyłem.

Dlaczego powinno się mieć hobby?

Długo nie miałem konkretnego pomysłu na ten wpis. Gdzieś z tyłu głowy jawił się zarys tego co chcę przekazać, ale nie potrafiłem tego ubrać w słowa przez dwa miesiące. Posty o pracy pojawiły się wcześniej niż chciałem, gdyż miałem problem, jak opisać rolę zainteresowań i hobby w dążeniu do szczęścia. Tymczasem po raz kolejny okazało się, że „cierpliwość to spryt tego, kto nie jest sprytny.” (przysł. arabskie), a rozwiązanie mojego problemu przyszło samo. Dlaczego powinno się mieć hobby?

painting-hobby-opt

Wydaje mi się, że jestem gościem, który ciągnie wszystkie sroki za ogon, a mój tato zawsze powtarzał, że mam słomiany zapał. Uważam, że obydwa określenia do mnie pasują. Po pierwsze lubię uczyć się nowych rzeczy (tak naprawdę to lubię je już umieć), ale jednocześnie szybko się nudzę i jestem wielce niecierpliwy. Od następnego posta rozpocznę cykl, gdzie w każdym wpisie będę przedstawiał jedną z moich pasji, które gdzieś tam w życiu zdarzało mi się mieć, i napiszę kilka słów co z każdej wyniosłem.

Dlaczego miałem problem z napisaniem tego tekstu? Bo nie potrafiłem odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule. Z faktem, że hobby trzeba posiadać miałem trochę tak „na Kukulską”, czyli „…bardziej to czuję niż wiem…”. (Natalia Kukulska – Im więcej Ciebie tym mniej)

Jak odpowiem dzisiaj? Powinno się mieć hobby, ponieważ każda czynność, która wymaga od Ciebie podejmowania akcji/decyzji i ponoszenia jej konsekwencji w jakiś sposób rozwija Twoją osobowość. Skąd znam odpowiedź? Przeczytałem mega inspirującą historię, którą znałem na bieżąco, ale dopiero czytając ją w pigułce zrozumiałem jej wyjątkowość. Zainteresowania Moniki, które bezpośrednio przełożyły się na przebieg jej życia. Jak to możliwe, że pasja do świata mody i designu otworzyła jej drzwi do kariery w branży finansów? Klikaj w link: MonaFactory – 5 years later