Moja mama się dziara

Miałem dzisiaj poruszyć cięższy temat, ale cieszę się niezmiernie, że los przyniósł mi ten o wiele lżejszy i przyjemniejszy.

forever18.jpg

Niedawno pisałem o tym, że się starzejemy, że życie ucieka między palcami i w ogóle tak sobie marudziłem, ale dzisiaj zobaczyłem światełko w tunelu. Okazuje się, że szaleć można do końca naszych dni. Po prostu trzeba wykorzystać czas jaki mamy do cna. Po rozmowie z mamą przypomniały mi się słowa piosenki „Na całość” (polecam wersję którą Andrzej Sikorowski wykonał z Grzegorzem Turnauem):

„…A jutro znów idziemy na całość!
miasto będzie patrzeć twarzą oniemiałą.
bo kto widział żeby z nocą się nie liczyć?
Na dwa glosy nagle śpiewać no ulicy,
że w tym życiu to nam jakoś życia ciągle mało
Ciągle mało, mało, życia mało… Tak mało, mało…”

Mama oznajmiła mi, że postanowiła się wytatuować. Część osób, która ją zna, pomyśli, że to dziwne, że ona jeszcze nie ma tatuażu. W pierwszej chwili byłem mega zaskoczony. „No jak to, moja mama taka szalona?”,  szczególnie, że po tym kiedy ja się wydziarałem mieliśmy małą spinę, ale po zastanowieniu się… w ogóle mnie to nie dziwi. Kto jak nie ona? Faktycznie zaskakujące jest, że dopiero teraz.

Może ten post nie zmieni waszego życia (moje trochę zmienił, wszak poznałem na nowo, kogoś kogo znam od pamiętnego roku 1990), ale chciałem o tym opowiedzieć, aby nieco uspokoić swój strach przed pędzącą w moim kierunku trzydziestką (już wkrótce pamiętny rok 2020 ;o), bo jak widać nic się nie zmieni, jeśli w mojej głowie dalej będzie mieszkał nastolatek.

UWAGA! Obrazek u góry, to nie jest planowany tatuaż mojej mamy, a przysłowiowy *clickbait*. Mam nadzieję, że ta uwaga była zbędna, ale tak piszę w razie w. 

Reklamy

Przygodny seks i brak zobowiązań

Jest taki fanpage, którego nie chcę reklamować (i tak jest wystarczająco popularny), a który promuje idee życia wielkomiejskiego, jako bezdusznej egzystencji w zabieganym korpoświecie. Nie lubię.

9-tips-for-having-a-healthy-friends-with-benefits-2-30280-1436205434-0_dblbig.jpg

Skłamałbym pisząc, że kształt dzisiejszego świata sprzyja głębszym relacjom, ale z drugiej strony nie uważam, że zbudowanie normalnego związku opartego na miłości i szacunku to coś niemożliwego. Oczywiście, że ludzie uprawiają przygodny seks i będą go uprawiać po wsze czasy. Nie ma w tym nic złego dopóki ten seks jest… przygodny i nie jest wyrafinowaną (regularną) formą masturbacji. Uważam takie szaleństwa za o wiele lepsze niż „związki” typu Friends with Benefits, bo w moich oczach to najgorsze zło tego świata i powód, dla którego faceci są leniwi jeżeli chodzi o bycie przykładnym partnerem, a kobiety przestają wierzyć w miłość. Wiem, że taki układ jest wygodny, bo – kiedy powinniśmy skupiać się na budowaniu relacji, stoimy w korku, pracujemy – nie mamy czasu na nic, a jednak libido domaga się rozładowania, więc używamy półśrodków, półzwiązków, półzbliżeń. Do tego jeszcze dojdzie popularny fanpage, który napisze, że wszyscy tak robią i bum. Gotowe. Nie lubię.

Nawet, jeżeli ktoś woli taki „związek”, to nie promujmy stwierdzenia, że zdrowe relacje, przeszły do lamusa i nikt już się w to nie bawi,  bo  znakomita większość jednak chce się zakochać. Wiem, że miłość istnieje, że można stworzyć coś tak wspaniałego, że te układy seksualno-przyjacielskie są przy tym miernotą emocjonalną i łóżkową, bo seks z ukochaną to fajerwerki nie do opisania. I nawet jeśli nie każdy związek skończy się domem, ogródkiem i dziećmi, to w każdym trzeba się starać, tak jakby właśnie do tego się dążyło i nie bać się wymagać takich starań od drugiej strony! Czy jestem w tym przekonaniu sam?

Friendzone – jak się tam nie pchać?

Bałem się, że już nie będę miał o czym pisać w tym tygodniu, ale usłyszałem historię chłopaka (na potrzeby tej historii nazwijmy go Sancho – (Pansa) przyjaciel Don Kichota). Za małolata zdarzyło mi się kilka razy zostać „przyjacielem” chociaż chciałem od dziewczyny czegoś więcej. Na początku studiów popełniłem pewnego meme’a, którego w niektórych kwestiach nadal uważam za aktualnego, a w innych wymagającego już nieco dojrzalszego podejścia.

1486476_700b.jpg

Niestety mój gag nie dotarł do hotpage’a, ale jakoś i tak jestem z niego zadowolony. Dla nastolatka lub studenta jest dość prawdziwy. Dla faceta, który musi już zacząć myśleć o przyszłości i być mniej-więcej kandydatem na głowę rodziny – trzeba kilka rzeczy uzupełnić/zmienić w tym podejściu.

„Sancho” (z tego co wiem, bo nie znam go osobiście) niczego nie brakuje, a jednak kobieta za którą się ugania, powstrzymuje jego zaloty, mimo że lubi z nim spędzać czas. Dlaczego?! Miły facet, który się stara, zostaje odrzucony. Laski są beznadziejne i zawsze polecą na pewnych siebie dupków. Nieprawda. Kobiety lecą na facetów, którzy mają poczucie własnej wartości. Wartościowe kobiety doceniają pewność siebie, która została wypracowana, a nie wyimaginowana. Kobiety lecą na Don Kichota. Nie chodzi o to co robisz, ale żebyś to robił z pasją i wiedział, że to czyni Cię lepszym. Nawet jeśli jest to czasem walka z wiatrakami.

Mężczyźni często nie doceniają wagi poszczególnych słów w rozmowach z kobietami. Nasz bohater, kiedy usłyszał, że owa dama nie ma dla niego czasu, odpowiedział „To ja Cię będę wspierał”. Widzisz Sancho, kobieta, która uprawia sport zwany „życiem” potrzebuje trenera, a nie kibica. Trenerzy swoje przeżyli i teraz dzielą się doświadczeniem, podpowiadają i motywują. Także drogi chłopaku, już niedługo mężczyzno. Chcesz zdobyć kobietę? Zbuduj siebie – kobiety same przyjdą.

Stop! Ja wysiadam!

Trochę zaczynam się bać… ale od początku.

Muzyka towarzyszy mi niemal cały dzień. W drodze do pracy, na siłowni czy w biurze słuchawki non stop wbite w łeb. Macie też tak, że piosenki, potrafią was cofnąć w czasie? „Wehikuł czasu, to byłby cud”, heh? Programowałem sobie dzielnie i rześko, aż postanowiłem dla zresetowania myśli odpalić Facebooka. Przeleciałem wzrokiem po swoim newsfeedzie i tak pomyślałem: „Włączę sobie Kazika, wszakże nie spotykaliśmy się z owym artystą niespełna 10 lat…” Potem poleciały stare płyty Placebo, pidżama porno i kilka innych zespołów, których słuchałem, kiedy byłem tym gościem:

File2031.JPG
18-nastka Cinka, Krupka, Maciasa. Listopad 2007

Kiedy odnalazłem to zdjęcie, uświadomiłem sobie, że muszę zarchiwizować swoje fotki, bo mam ich naprawdę mnóstwo i szkoda byłoby, gdyby jakaś awaria sprzętowa mi je zabrała. Wrócimy do tych fotek.

Jako osoba dociekliwa i próbująca zrozumieć świat, ale przede wszystkim siebie zacząłem się zastanawiać skąd u mnie ta nagła nostalgia i dlaczego się wzruszam (wiecie, tak po męsku. wewnętrznie, bez łez!) kiedy słyszę piosenkę Akurat „dyskoteka gra” i co w ogóle w pierwszej kolejności pchnęło mnie żeby włączyć „12 gorszy”?!

Powiem wam. Ten pieprzony Facebook. To wy, moi kochani, udowadniacie mi co tydzień, co miesiąc, że nie jesteście już dziećmi, że zakładacie rodziny oraz trzewiki, „nazywacie nagle moczem swe siki”. Imprezy osiemnastkowe zamieniliśmy na wesela, dziewczyny na żony, a młodsze rodzeństwo na potomstwo. Protestuję! Nie jestem gotowy! Proszę przestańcie! Mam dwadzieścia siedemnaście lat i nadal chcę być nastolatkiem! Chcę robić sobie tatuaże, skakać z wysokości i może skończyć studia! Możemy się umówić, że poczekamy jeszcze chwile na byciem dużym i dojrzałym jak owoce jogobelli?

Jeśli jednak nie chcielibyście po dobroci… wśród tych wszystkich zdjęć, które zgromadziłem  (a jest ich 50GB) – mam mnóstwo fotek rozwodowych! OSTRZEGAM! 🙂 :*

Spadałem z 4000 metrów.

Pamiętacie moją listę rzeczy do zrobienia z posta „Kończy mi się czas…” – pierwszy punkt tej listy… ZALICZONY!

todolist.JPG

Nie będę wielce się podniecał ani podkreślał jaki to ja nie jestem odważny, że skoczyłem – bo to naprawdę nie jest trudne jeśli się o tym od dłuższego czasu marzy. Jeżeli nie ma się specjalnie lęku wysokości to jest to sama przyjemność i dawka energii, której nie da się do końca opisać. Piszę tego posta, głównie by podzielić się moją radością, by zmotywować kogoś do zrealizowania „nr 1” na swojej „To do” liście.

parachute

Mam nadzieję, że radość na moim pysku jest najlepszym motywatorem do spełniania swoich szalonych marzeń.

Ogólnie to chyba wszystko co mam do powiedzenia… ot, tak żeby jeszcze bardziej się zmotywować do przejścia kolejnego punktu z listy. Może już wkrótce zrealizuję projekt „100 wesołych pomysłów Mateusza”? Zrobiliście już #100happydays challange?