Jestem copywriterem.

Pamiętacie jak Chandler został młodszym copywriterem?

a4d3ae5d164ca3f9873f48455c3e0612.jpg

Dzisiaj wydarzyło się coś ciekawego. Byłem gotowy pisać kolejną wesołą historyjkę z dzieciństwa, gdy nagle napisał do mnie mój serdeczny przyjaciel. Zwierzył się, że musi napisać kilka zdań na temat miejsc, które odwiedza, ale nie chciałby takich suchych faktów z Wikipedii. Dodał, że zna takiego jednego pisarza, który swoim słowem podbija serca dam i onieśmiela dostojników.  Pytam się go: „Krzysztofie – kimże jest ten czarodziej pisma?”. Odpowiedział:

  • Nie znam go osobiście, ale prowadzi takiego bloga… okolo25slow.pl…
  • Krzysztof… przecież to ja – z radością pomogę Ci w twoim problemie!

Tak naprawdę to nie. Tak naprawdę to Krzysztof jest jednym z zagorzałych kibiców bloga, a jednocześnie jest w drużynie najbardziej konstruktywnych krytyków mojego pisania, więc tym bardziej połechtał moje ego prosząc mnie o przysługę. Przyznam się, że o ile pisanie śmieszków na facebooku czy przemyśleń na blogu, tylko dla siebie, nie wiąże się z żadnym stresem. Jednak pisanie „na zamówienie” już trochę podnosi ciśnienie. Przede wszystkim dlatego, że ktoś na mnie liczył i bardzo zależało mi na dobrym odbiorze. Jak poszło? Przekonajcie się sami. W dzisiejszym odcinku Thai Snaps możecie usłyszeć o smutniejszym kawałku historii Kambodży. Nie przesadzając – to najgorsza historia jaką znam.

Czuję, że potwierdza się post, który napisałem kilka miesięcy temu – Dlaczego powinno się mieć hobby? Zaczynając bloga, nie miałem pojęcia czy będę w tym świetny, słaby czy beznadziejny. Nadal nie wiem, gdzie jest limit mojego rozwoju, ani czy kiedyś pomyślę, że jestem naprawdę dobry – jednak widzę progres. Widzę zmiany, które mi podpowiadają, żebym nie przestawał i co najważniejsze… im częściej piszę, tym więcej radości mi to sprawia.

#okolo250slow przeczytane? Jeżeli zasłużyłem, to nie zapomnijcie wrócić na facebooka i zostawić lajka, a tymczasem zapraszam na Thai Snap #21:

Reklamy

Kłamstwo.

Kiedy byłem mały uwielbiałem Spider-mana. Zawsze podekscytowany wracałem z przedszkola i z wypiekami na twarzy śledziłem przygody słynnego „człowieka pająka”. Podczas każdego odcinka, u mojej siostry rozwijała się arachnofobia, jednak byłem tak bardzo skupiony na kreskówce, że tego nie zauważyłem. Ewa wybacz!

hqdefault

Rok 1997 nie był łaskawy dla naszego kraju. Ledwie wyprzedziliśmy komunę w wyścigu po lepsze jutro, ciągle czując jej oddech na karku, zmierzyliśmy się z powodzią. Ciężkie czasy. Nie muszę więc opisywać radości, gdy jeden z naszych kolegów przyniósł figurkę Spider-mana do przedszkola, prawda? Ruchome kończyny, perfekcyjnie odwzorowany symbol pająka na piersiach. Cudo. Byliśmy bardzo podekscytowani – a chłopiec, który ów gadżet posiadał, był do tego stopnia dobrym dzieckiem, że wychodząc wcześniej z przedszkola zostawiał go w swojej szafce, żeby inni mogli się pobawić.

„Mateusz, a kłamstwo?” – Jest piątek. Jestem ostatni z grupy, zaraz wracam do domu. Figurka leży na półce wolna przez cały weekend. Czy to coś złego, jeśli ją pożyczę? Przecież oddam w poniedziałek… nie oddałem. Nie oddałem, bo wypadła mi z kieszeni w drodze do domu.

Mimo tego, że miałem 7 lat, rozumiałem, że zrobiłem coś złego i okropnie gryzło mnie sumienie. Jednak musiałbym się przyznać do błędu. Musiałbym otwarcie powiedzieć, że podjąłem decyzję, która była całkowicie zła. Z drugiej strony – stoją za mną wspaniali ludzie, którzy poświęciliby dla mnie wszystko! Mimo powodzi i niedawno pożegnanej komuny, odkupienie tej figurki nie było niemożliwe i wiedziałem że rodzice zdecydowanie by to zrobili, bo… w sumie powódź nas wcale nie dotknęła.

Dzięki tej „przygodzie” w dorosłym życiu nie okłamałem nikogo dla korzyści czy ucieczki od konsekwencji. Zdarza mi się posłużyć kłamstwem, jeżeli ma to komuś oszczędzić bezsensownego bólu.

Marek, przepraszam. Dzisiaj dorosłem i odpowiedziałbym inaczej…

– Mateusz widziałeś Spider-mana?
– Nie, a co?

Jak łatwo zostać gwiazdą w internecie?

Ostatnio oglądałem sobie statystyki mojego bloga i zauważyłem pewną prawidłowość. Jest kilka rzeczy, które w internecie sprzedają się o wiele lepiej niż pozostałe. W związku z tym dziś przeprowadzę pewien test.

sylwetka2

Ma on na celu udowodnić, że najlepiej poczytnymi postami na okolo250słów są te, w których pokazuję się bez koszulki. Jak bardzo bym się nie starał poruszyć tematów lżejszych lub nieco poważniejszych – statystyka nie kłamie. Nagi tors generuje najwięcej kliknięć (co zabawne – like’i nie zawsze odzwierciedlają ilość wyświetleń).

sylwetka3.jpg

Takie przemyślenia wzięły mnie ze względu na odbiór ostatniego posta. Byłem z niego bardzo zadowolony, bo wydawało mi się, że niósł jakąś wartość merytoryczną przy tym nikogo bezpośrednio nie obrażając, ale niestety. W internecie nagi tors zawsze wygra.

A może po prostu me pióro jest tak słabo poczytne? Wszak takie „pokolenie ikea”, swoje jestestwo w internecie opiera o słowo pisane i są czytani! Mateusz, co jest nie tak? Może to dlatego, że nie poruszyłeś tematu aborcji gdy był na topie? Może friendzone istniał tylko jak ty miałeś 17 lat? Mateusz jak możesz dzisiaj, nie skomentować wyników wyborów w USA?! Za mało kontrowersji Mateusz. W internecie można zrobić karierę tylko, kiedy silnie oddziałujesz na ludzi! Nie możesz pisać o sprawach codziennych, bo to nikogo nie obchodzi. Przecież ludzie nie żyją codziennie! Ludzie żyją od afery do afery. Natomiast śmiało możesz opisywać rzeczy które dotyczą nas co miesiąc, bo „Ile powinno się zarabiać?” było klikane jak szalone.

Dobrze Mateusz, bez użalania. się nad sobą. Przynajmniej dobrze wyglądasz bez koszulki… prawda?

sylwetka1

P.S. Drogi stały czytelniku, który pojawiasz się tu regularnie (a jest was trochę). Dziękuję!

Do przodu.

Każdy z nas w szkole przerabiał okres Odrodzenia. Chociaż z tego co się dowiedziałem, nie do końca jest to epoka historyczna, a raczej nurt filozoficzny, o tyle głosił jedno przekonanie, o którym napomknę w dzisiejszym poście. Otóż ludzie renesansu zarzucali poprzednikom ze średniowiecza zacofanie, zbytnie nastawienie na wiarę w boga oraz niemal zerowe zainteresowanie nauką  o człowieku. Wnioskuję (na podstawie kilku artykułów), że być może właśnie to była przyczyna tego, że średniowiecze trwało tak długo. Ludzie tak czy siak wiedzieli, że głównym celem życiowym jest śmierć. To przeświadczenie rodziło dwa zjawiska. Po pierwsze to życie doczesne ma być tylko i wyłącznie dowodem na to, że zasługujemy na miejsce w raju, więc nie należy go sobie ułatwiać, a skoro tak – nie powinno się zbytnio wymyślać udogodnień w życiu, a po drugie skoro umieranie jest celem istnienia – po co ten moment odkładać? Żyjąc w takim przekonaniu doszedłbym do wniosku, że medycyna to zbędna nauka. Skoro nie można się rozwijać i szukać rozwiązań problemów, bo w zasadzie problemy są dobre, gdyż czynią nasze życie bardziej ascetycznym to i tak gratuluję światu, że renesans jednak nastał. Zabawnym wydaje mi się, że już nieco ponad 200 lat później nastąpiła wielka rewolucja przemysłowa, a po kolejnych 200-tu urodzili się ludzie, którzy żyją do dziś.

stephensons_rocket

To znaczy, że religia jest zła? W żadnym wypadku. Renesans nie porzucił idei ówczesnej wiary, nie zaprzeczał istnieniu boga – renesans otworzył ludziom oczy, że trzeba się rozwijać. Ba jestem skłonny powiedzieć, że dobra religia jest w stanie pomóc w gospodarce (naprawdę polecam).

lalalala.gif

Natomiast co jest naprawdę złe to zamknięcie się na inne poglądy. Równie złe jak bycie bezmózgim lemingiem i przyjmowanie cudzych opinii bezkrytycznie. Niedługo wracam do Polski. Jest szansa na powtórkę Odrodzenia?