Nie warto było robić nic.

Książki… Oprócz serii o Harrym Potterze, tylko jedną przeczytałem więcej niż raz i był to „Ojciec Chrzestny”.  Przez cały czas trwania powieści, gdy jeden z bohaterów musiał kogoś skrzywdzić, zabić lub wykluczyć z biznesu – pojawiały się słowa „to nic osobistego, to tylko interesy”.

godfather.jpg

W całej historii dwie osoby rozumiały jak wygląda rzeczywistość. Kiedy Michael Corelone przejmował imperium po swoim ojcu, przedstawił przyrodniemu bratu prawdę.

(…) Po raz drugi ujrzał twarz Michaela Corleone tężejącą w maskę, która niesamowicie przypominała dona.

– Tom, nie daj się bujać nikomu. To wszystko jest osobiste, cały biznes od początku do końca. Każdy kawałek gówna, który każdy człowiek musi zjadać co dzień przez całe swoje życie, jest czymś osobistym. Nazywają to biznesem. Ale jest to osobiste jak cholera. Wiesz, od kogo się tego nauczyłem? Od dona. Mojego starego. Ojca Chrzestnego. Gdyby piorun strzelił w jego przyjaciela, ojciec wziąłby to osobiście. Moje wstąpienie do piechoty morskiej wziął osobiście. Dlatego właśnie jest wielki. Wielki don. Wszystko bierze osobiście. Jak Bóg.

Przyjechałem do Szwajcarii odwiedzić znajomych. Głównym celem podróży była wizyta u kumpla (u którego mieszkam i którego rodzina przyjęła mnie bardzo serdecznie), ale myślałem, że byli współpracownicy będą tak samo entuzjastycznie nastawieni do spotkania jak ja.

Firma zorganizowała wypad do pubu, na którym pojawiło się trzech byłych pracowników (z czego dwóch nie pracuje już w tej firmie znacznie dłużej niż ja, ale są szwajcarami). Kiedy mój kolega zapytał czy też mogę przyjść okazało się, że nie.

Po roku, wydawało mi się, że nawiązałem tu szczere znajomości. Wydawało mi się, że się lubimy i szanujemy, bo ja wszystkich poznanych tutaj ludzi, gdyby odwiedzili Wrocław, ugościłbym jak umiem najlepiej. Niestety widzę, że dla mojego byłego szefa to nic osobistego, to tylko interesy, a koszt piwa i burgera przewyższa zyski wynikające z popularnego w biznesie „networkingu”. Jednak może nie to było powodem, że dostałem zakaz pojawiania się? Może mnie po prostu nie lubią? Bo jeśli to koszt burgera był przeszkodą… drogi szefie, następnym razem w podobnej sytuacji, zaproś mnie – zapłacę za siebie, a nawet postawię Twoją kolację. Keine Sorgen!

Oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Wierzę, że w firmie wciąż pracują ludzie, z którymi nadal świetnie bym się bawił. Ból dupy? Oczywiście, że tak, bo się zawiodłem! Przez rok wypruwałem sobie flaki, za nie oszukujmy się, psie pieniądze, bo podchodziłem do spraw osobiście, a nie warto było robić nic.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s