Przygodny seks i brak zobowiązań

Jest taki fanpage, którego nie chcę reklamować (i tak jest wystarczająco popularny), a który promuje idee życia wielkomiejskiego, jako bezdusznej egzystencji w zabieganym korpoświecie. Nie lubię.

9-tips-for-having-a-healthy-friends-with-benefits-2-30280-1436205434-0_dblbig.jpg

Skłamałbym pisząc, że kształt dzisiejszego świata sprzyja głębszym relacjom, ale z drugiej strony nie uważam, że zbudowanie normalnego związku opartego na miłości i szacunku to coś niemożliwego. Oczywiście, że ludzie uprawiają przygodny seks i będą go uprawiać po wsze czasy. Nie ma w tym nic złego dopóki ten seks jest… przygodny i nie jest wyrafinowaną (regularną) formą masturbacji. Uważam takie szaleństwa za o wiele lepsze niż „związki” typu Friends with Benefits, bo w moich oczach to najgorsze zło tego świata i powód, dla którego faceci są leniwi jeżeli chodzi o bycie przykładnym partnerem, a kobiety przestają wierzyć w miłość. Wiem, że taki układ jest wygodny, bo – kiedy powinniśmy skupiać się na budowaniu relacji, stoimy w korku, pracujemy – nie mamy czasu na nic, a jednak libido domaga się rozładowania, więc używamy półśrodków, półzwiązków, półzbliżeń. Do tego jeszcze dojdzie popularny fanpage, który napisze, że wszyscy tak robią i bum. Gotowe. Nie lubię.

Nawet, jeżeli ktoś woli taki „związek”, to nie promujmy stwierdzenia, że zdrowe relacje, przeszły do lamusa i nikt już się w to nie bawi,  bo  znakomita większość jednak chce się zakochać. Wiem, że miłość istnieje, że można stworzyć coś tak wspaniałego, że te układy seksualno-przyjacielskie są przy tym miernotą emocjonalną i łóżkową, bo seks z ukochaną to fajerwerki nie do opisania. I nawet jeśli nie każdy związek skończy się domem, ogródkiem i dziećmi, to w każdym trzeba się starać, tak jakby właśnie do tego się dążyło i nie bać się wymagać takich starań od drugiej strony! Czy jestem w tym przekonaniu sam?

Reklamy

Czy precyzja szwajcarskiego zegarka jest prawdziwa?

Zaburzę cykl o hobby, bo okazja jest nie byle jaka. Dziś mija dokładnie 6 miesięcy odkąd mieszkam w Szwajcarii. I wiesz co? Jestem dumny, że jestem Polakiem.

f3bb7b13-2fd4-44a0-89b7-6ab96335c259.jpg

Kiedy na początku tego roku, ktoś pytał mnie skąd jestem, zawsze odpowiadając, że z Polski, nie czułem, żeby to brzmiało dumnie. Głupi ja. Wydawało mi się, że w oczach obcokrajowców Polska jest satelitą ZSSR,  a Polacy to alkoholicy i złodzieje samochodów. Nie wiem czy to moje kompleksy czy faktycznie „zachód” tak nas postrzega, ale wiem jedno. Jeżeli ktoś tak myśli to jest ignorantem i to on powinien się wstydzić.

Te pół roku przekonało mnie, że legendarne „szwajcarskie zegarki” nie są tak precyzyjne jak się je reklamuje. Nie zrozum mnie źle, Szwajcarzy to często świetni ludzie, ale wydaje mi się, że ich obraz w świecie jest nieco naciągany. Spotykam się tutaj z niechlujnością w pracy, która nie wynika z lenistwa, a z pewnego zaślepienia i braku rezolutności. Na ulicach mijam typowych żuli, rano przechodzę przez zaśmiecone wieczornymi „piknikami”  parki, a przy dworcu mogę kupić narkotyki (chyba ;>). Oczywiście są też rzeczy, które mi się podobają i opiszę je w cyklu poświęconym życiu w Szwajcarii – jednak po przedwczorajszym meczu, tak jakoś do mnie dotarło, że…
dobrze być Polakiem – Fuck! powiedziałem to,
ale bez wyższości polityki i super power, ziom”
(Ten Typ Mes – Janusz Andrzej Nowak [feat. Michał Tomaszczyk] – ten post mógłby być po prostu cytatem tego utworu)

Kończąc ten „nacjonalistyczny” wpis, powiem Ci, że jeżeli kiedykolwiek będziesz mieć okazję pomieszkać w innym kraju – ZRÓB TO. Sam dzięki temu uczę się nowego języka, poznałem zupełnie innych ludzi, zawiązałem jedną, wydaje mi się bliską, znajomość i … zrozumiałem, że koniec końców – chcę się zestarzeć w Polsce. Bezcenne doświadczenie!