Czy można przedawkować szczęście?

Nie wiem czy kiedyś byłem tak szczęśliwy jak jestem teraz. Staram się czerpać z tego momentu garściami, wykorzystać maksymalnie i chłonąć szczęście. Z drugiej strony boję się, żeby mi tego nagle nie zabrano, żeby nie być zbyt zachłannym i nie mieć wygórowanych oczekiwań wobec życia. Czy można przedobrzyć?

Wydaje mi się, że jest we mnie taka cecha, która podpowiada „jest dobrze nie tykaj bo sp******isz!”. Taka trochę obawa przed lepszym jutrem. Skąd to się bierze? Wydaje mi się, że z dobrego wychowania. Uczono mnie bycia skromnym, zwalczania zła dobrem i wymagającego w pierwszej kolejności od siebie. O ile wybitnie skromną jednostką nie jestem,  a zło po prostu olewam, o tyle tkwię w błędnym kole samokrytyki, które z jednej strony mówi, żeby nie być zbyt zachłannym, a z drugiej nakazuje „popraw się!”. Przez to ciągle mi mało i staram się ulepszać moje życie, chociaż w oczach niektórych mogę mieć wszystko i myślą, że „w dupie mi się poprzewracało” (a w oczach innych nie mam nic ;)).

Zakładając, że Twoje szczęście nie jest nieszczęściem innych… czy można przesadzić? Nie. Nawet jeśli dobrze Ci się układa to dlaczego nie mogłoby być lepiej? To nic złego walczyć o siebie. Oczywiście trzeba liczyć się z porażką i jakoś się zabezpieczyć, ale wiem, że ja nie mógłbym długo tkwić w półśrodku. Jestem w stanie wytrzymać jakiś czas, żeby wyczekać dobry moment, jednak koniec końców zawszę będę próbował poprawić swoje życie, bo wymagam tego od siebie.

Za takie wychowanie, muszę podziękować mamie i tacie. Gdyby nie oni, to nie byłbym głodny życia, nie pisałbym tych słów i nie próbował się rozwijać. Talent to znikoma część sukcesu. Wiele zależy od nastawienia, a za to jakie mi wpojono – Dziękuję!

Reklamy

„Youtuby, kluby, telebimy, vlogmasy”

borixon
Gang Albani – Riki Tiki (na zdj. Borixon)

Ok dzisiaj, krótko, bo mam dużo na głowie. Tak około 250 słów. Część z was wie, że zaangażowałem się w dwa nowe projekty. Pierwszy to odmóżdżający „program” na snapchacie (snap: trnn90), w którym wychodzi moje ekscentryczne poczucie humoru. Chociaż niewiele osób je podziela – mam też trochę pozytywnego feedback’u więc zamierzam to kontynuować. Druga aktywność to daily vlog na Youtubie, w którym uczę się niemieckiego.

Pracując na pełnym etacie i dodatkowo będąc zaangażowanym w tyle pozostałych aktywności trochę poczułem, że tracę grunt pod nogami, ale szczęśliwie okazało się, że wszystko jednak da się poskładać do kupy i znana prawda zaskoczyła mnie znów… im mniej czasu masz tym lepiej go wykorzystujesz.

Długo marzyłem o Youtubie, ale nie miałem pomysłu na kanał. Jednak niedawno przypomniała mi się prezentacja, której autora nie pamiętam. Powiedział, że chciał być biznesmenem i musiał doprowadzić do bankructwa cztery przedsiębiorstwa, zanim w końcu był w stanie się utrzymać. Nie poddał się. Myślę więc, że ten vlog ma szanse NIE być najlepszym kanałem na świecie, ale podszkolę się z wiedzy o kamerowaniu, o „post-produkcji”, prezencji przed kamerą…  może to tylko furtka na podwórko, a nie drzwi wejściowe? A może w ogóle mi się nie spodoba?

Jedna mała rada, którą wydaje mi się, że warto powiedzieć – daily vlogi nagrywam najczęściej w drodze na siłownie i wracając z pracy. Codziennie „w podróży” spędzam około 40min – zazwyczaj po prostu słuchałem muzyki, ale przecież można ten czas wykorzystać o wiele lepiej. Zastanów się czy nie marnujesz czasu siedząc w porannym tramwaju? Co zyskałem dzięki tej pasji? WOW kolejną zajawkę. Trochę się naoglądałem Gonciarza i wiem, że ten vlog to już wkrótce będzie nieco więcej niż tylko nauka niemieckiego. Zamierzam się trochę „zabawić”.

Siłownia, dieta, fitness lifestyle.

Kocham czekoladę. Potrafię długo bez niej wytrzymać, ale prędzej czy później wiem, że do niej wrócę – na moment, na kilka dni – wpadnę w ciąg i będę pożerał ją ponad ludzkie możliwości, a potem się opamiętam i na nowo będę uczył się jej nie jeść. Na szczęście dzięki mojemu zapaleniu do kształtowania sylwetki znalazłem kilka tricków jak sobie z tym radzić.

Siłownie zacząłem odwiedzać w lutym 2014 roku – jak już pisałem w poprzednich postach  na początku skupiałem się na treningu, a nie na diecie. Dużo czasu zmarnowałem przez swoją niewiedzę, jednak od czegoś trzeba było zacząć. Brak znajomości tematu bardzo szybko starałem się nadrabiać i dzisiaj chyba mogę powiedzieć, że umiem o siebie zadbać.

Kiedy to się stało pasją? Gdy zamieszkałem bez współlokatorów, dostałem w prezencie dużo wolnego czasu. Jakoś tak wyszło, że porzuciłem oglądanie seriali i nie miałem co ze sobą zrobić. Zacząłem eksperymentować z gotowaniem. Mieszkałem blisko siłowni, którą mogłem odwiedzać na piechotę no i się zaczęło.

Jak poradziłem sobie z miłością do słodyczy? Zacząłem sam je robić! Od naleśników z owocami:

instagram_nalesniki.jpg
instagram @trnn90

Przez ciasta i ciasteczka:

Po… ukochaną czekoladę:

instagram_czekolada.jpg
instagram – @trnn90

Dzięki temu mogę kontrolować skład słodyczy i zrezygnować z cukru. Oczywiście to ciągle są kalorie, ale na tyle zdrowe, że nie rusza mnie sumienie, kiedy po nie sięgam.

Co dzięki tej pasji osiągnąłem? Wszystko. Tego bloga, upór, umiejętność gotowania i ogólnego eksperymentowania w kuchni, tonę wiedzy o tym jak działa nasz organizm oraz „last but not least” wydaje mi się, że nienaganną (choć wciąż wymagającą szlifu) sylwetkę:

transofrmation2.png
lipiec 2016 vs listopad 2014. Przede mną jeszcze 4 tyg. redukcji.

To tak naprawdę tylko errata do całego cyklu o sylwetce. Jeśli jeszcze nie znasz tamtych postów, serdecznie zapraszam do lektury 🙂

Healthy lifestyle, polecam,

mateusz_podpis.png

Cichy niedowiarek – czyli kiedy pierwsza trasa koncertowa Egzotika

Wracamy do moich pasji. Dzisiaj – Disco Polo! Za nim przeczytasz – zachęcam do przesłuchania największego hitu Egzotika – „Cichy Niedowiarek”.

Egzotik – Cichy niedowiarek (muz. Krzysztof Pniak, sł. Mateusz Sidorski)

Chwilowo zespół jest zawieszony z powodu mojego pobytu w Szwajcarii, ale to nie jest koniec!

Pomysł zaiskrzył podczas jednej z biesiad alkoholowych. Wiadomo, że 90% takich akcji upada wraz z wyleczeniem się z kaca, ale nie Egzotik. Na szczęście zbiegło sie to z moim 100happydays chllange więc miałem dość duże pokłady motywacji, żeby robić nowe rzeczy. Pewnego wieczoru napisałem tekst, Kriss dał bit i jazda. Uczęszczałem na lekcje śpiewu, nagrywaliśmy w domu i w studiu… Dużo świetnej zabawy

Zrozumiałem wtedy jak trudne jest tworzenie i nabrałem ogromnego szacunku do innych twórców (nie tylko muzyków, ale chociażby youtuber’ów). Zauważyłem też, że największa krytyka spływa od osób, które same nic nigdy nie zrobiły i nawet nie mają pojęcia jakie to jest trudne, a jednocześnie ile satysfakcji i radości daje samo przebrnięcie przez ten proces, a nie efekt końcowy. To ile razy śmiałem się do łez podczas pracy nad Egzotikiem jest bezcenne. Chyba najbardziej cisnęliśmy z Krissem podczas nagrywania tego fragmentu kolędy (nie na wideo – przy nagrywaniu wokali):

Do dzisiaj słucham co jakiś czas Cichego i jestem bardzo zadowolony z rezultatu, ale wiem też, że następne hity wgniotą Cię w fotel trzykrotnie! Wniosek na dziś? Większość przedsięwzięć podejmujesz po coś. Oszczędzasz na samochód, zaczynasz trening dla lepszej sylwetki czy dokształcasz się by poprawić warunki pracy. Są jednak projekty, które nie masz pojęcia dokąd Cię zaprowadzą, a mimo to wciąż warto się w nie zaangażować, bo samo ich realizowanie przybliży Cię do szczęscia!

Szkoła muzyczna – jak nie zostałem jazzmanem

Kiedy poszedłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej i zobaczyłem czego się tam ode mnie wymaga stwierdziłem – prościzna. W pierwszych etapach  edukacji większość rzeczy przychodziła mi sama, nie spędzałem zbyt wiele czasu nad książkami i po prostu przyzwyczaiłem się, że jestem w czymś dobry. Już wkrótce miałem przekonać się jednak, że nie jestem wszechstronnie uzdolniony i przeżyć po raz pierwszy zawód na własnej osobie.

W czwartej klasie podstawówki rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej. Miałem zostać trębaczem. Pech chciał, że nie byłem tak utalentowanym instrumentalistą jakbym sobie tego życzył, bo okazało się, że muszę sporo ćwiczyć, żeby zaliczać kolejne semestry. Pierwszy raz widziałem u siebie tak wolny progres, kiedy naprawdę się starałem! Nie mogłem tego wytrzymać. Po bardzo krótkim czasie granie na trąbce było dla mnie męczarnią i przez to, że tak powoli się rozwijałem, przestałem to lubić. Po dwóch latach, miliardzie łez i ogólnej frustracji udało mi się przekonać rodziców, że to nie ma sensu.

Niewielu rzeczy w życiu żałuję, ale nieukończenie szkoły muzycznej jest na pewno jedną z nich. Niespecjalnie jara mnie granie na trąbce, ale od 3 klasy rozpocząłbym lekcje fortepianu (standardowa procedura w szkołach muzycznych), który ubóstwiam. Niestety tę lekcję zrozumiałem będąc u progu dorosłości. Czego się nauczyłem? Chyba tego czego uczą na każdym szkoleniu MLM:

never-give-up.jpg

Nie poddawaj się, bo coś dobrego może się czaić tuż za rogiem. Oczywiście nie twierdzę, że wszystko trzeba cisnąć z uporem maniaka, jednak jestem pewny, że wiele rzeczy odpuszczamy zbyt szybko. Poza tym to nie było tak, że wcale nie było progresu. Był po prostu dużo wolniejszy niż się spodziewałem. Nadal jestem bardzo niecierpliwy próbując zdobyć nowe umiejętności, jednak wydaje mi się, że powoli udaje mi się to kontrolować. Nie rezygnuj zbyt pochopnie!

Kickboxing – jak NIE zostałem fighterem

Zgodnie z zapowiedziami, startujemy z moimi hobby. Kickboxing nie był moją pierwszą pasją, ale chciałbym od niego zacząć.

Treningi rozpocząłem zimą 2004. Trochę dlatego, że chciałem być „cool”. Nigdy nie lubiłem się bić, ale chłopakom czasem wypada dać sobie po mordzie, więc chciałem umieć to zrobić należycie. Poza tym trenowanie budziło respekt, a jeszcze jak wpadły pierwsze medale z zawodów to już w ogóle był szacuneczek. Był to chyba pierwszy raz kiedy poświęciłem się na tyle, że odmawiałem sobie przyjemności na rzecz sprawy. W dużej mierze to zasługa trenera, który jako pierwszy pokazał mi, że robienie czegoś na pół gwizdka nie prowadzi do sukcesu. Uświadomił, że nie chcę należeć do pokolenia ofiar – dzieci, które tylko myślą, że wygrały.

5186006204_ccd5878e58_b.jpg

Mimo, że nawet nieźle sobie radziłem i z każdych zawodów wracałem z czymś to paradoksalnie – kickboxing nauczył mnie przegrywać, szanować przeciwników oraz dawać z siebie 100%.

Jednak najcenniejszą lekcję, której nie zapomnę i za którą do końca życia będę wdzięczny, dostałem po lokalnych zawodach. Miałem na nich tylko jedną walkę, którą bez większych problemów wygrałem. Następnego dnia na treningu bez słowa wyjaśnienia co 5 minut dostawałem polecenie zrobienia serii pompek. Zrobiłem ich wtedy najwięcej w życiu. Na koniec treningu dowiedziałem się, że to dlatego, że mój prawy prosty podczas walki był słaby. To nic, że wygrałem walkę. Dostałem lekcję, pokazującą, że dopóki nie jestem najlepszy na świecie, to mam jeszcze sporo roboty. Za to chciałbym podziękować. Za naukę nieustannego samodoskonalenia się. Chociaż moja kariera kickboxera nie trwała zbyt długo, to jestem pewny, jej wpływu na moje życie. Czy żałuję, że się skończyło? Nie – tak miało być. Nie mam charakteru do tego sportu, ale bardzo się cieszę, że to wszystko przeżyłem.

Dlaczego powinno się mieć hobby?

Długo nie miałem konkretnego pomysłu na ten wpis. Gdzieś z tyłu głowy jawił się zarys tego co chcę przekazać, ale nie potrafiłem tego ubrać w słowa przez dwa miesiące. Posty o pracy pojawiły się wcześniej niż chciałem, gdyż miałem problem, jak opisać rolę zainteresowań i hobby w dążeniu do szczęścia. Tymczasem po raz kolejny okazało się, że „cierpliwość to spryt tego, kto nie jest sprytny.” (przysł. arabskie), a rozwiązanie mojego problemu przyszło samo. Dlaczego powinno się mieć hobby?

painting-hobby-opt

Wydaje mi się, że jestem gościem, który ciągnie wszystkie sroki za ogon, a mój tato zawsze powtarzał, że mam słomiany zapał. Uważam, że obydwa określenia do mnie pasują. Po pierwsze lubię uczyć się nowych rzeczy (tak naprawdę to lubię je już umieć), ale jednocześnie szybko się nudzę i jestem wielce niecierpliwy. Od następnego posta rozpocznę cykl, gdzie w każdym wpisie będę przedstawiał jedną z moich pasji, które gdzieś tam w życiu zdarzało mi się mieć, i napiszę kilka słów co z każdej wyniosłem.

Dlaczego miałem problem z napisaniem tego tekstu? Bo nie potrafiłem odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule. Z faktem, że hobby trzeba posiadać miałem trochę tak „na Kukulską”, czyli „…bardziej to czuję niż wiem…”. (Natalia Kukulska – Im więcej Ciebie tym mniej)

Jak odpowiem dzisiaj? Powinno się mieć hobby, ponieważ każda czynność, która wymaga od Ciebie podejmowania akcji/decyzji i ponoszenia jej konsekwencji w jakiś sposób rozwija Twoją osobowość. Skąd znam odpowiedź? Przeczytałem mega inspirującą historię, którą znałem na bieżąco, ale dopiero czytając ją w pigułce zrozumiałem jej wyjątkowość. Zainteresowania Moniki, które bezpośrednio przełożyły się na przebieg jej życia. Jak to możliwe, że pasja do świata mody i designu otworzyła jej drzwi do kariery w branży finansów? Klikaj w link: MonaFactory – 5 years later

Ile powinno się zarabiać?

Money-cry-gif.gif

Długo nie znałem wartości pieniądzy. Całe dzieciństwo myślałem, że służą do kupowania czekolady i zabawek. W takim błogim przekonaniu żyłem do momentu, w którym pierwszy raz sam zapłaciłem rachunki. Okazało się, że życie kosztuje. Oczywiście nie każdy musi trzaskać pięciocyfrową pensję jeśli nie czuje takiej potrzeby, ale uważam, że jest pewna kwota, która pozwala wyłączyć pieniądze jako czynnik determinujący jakość życia. Ile? Nieistotna jest liczba, ale to czy będąc skazanym tylko na siebie, nie będzie Ci zostawało zbyt wiele miesiąca pod koniec wypłaty

Będąc singlem, dla którego priorytetem było latanie po klubokawiarniach przy wrocławskim rynku minimalną pensję wyliczałem wg wzoru:

[koszt wynajęcia mieszkania] + [jedzenie] + [rozrywka] + [wakacje/12] + [oszczędności]

Kawalerka w centrum to około 2000zł (z rachunkami, karnetem na siłownię, telefonem i internetem). Obiad w przeciętnej jadłodajni – 15zł, doliczając pozostałe posiłki daje mniej-więcej 30zł dziennie. Starając się pozostać przy zdrowych zmysłach, dobrze jest bez żalu, raz na tydzień wyskoczyć na miasto – 50zł. Każdemu kto ciężko pracuje należy się urlop. Wakacje za granicą tak pi razy drzwi koszt 3000zł. Ostatnia pozycja to oszczędności. Byłem optymistą, nie oszczędzałem.

2000 + 30 *30 + 50*4 + 3000/12 + 0 = 3350 zł NETTO – To dla wielu osób duża kwota jednak wydaje mi się minimalna dla singla przed 30tką, aby nie czuł, że ciągle mu czegoś brakuje. Gdybym zarabiał mniej to non-stop szukałbym pracy.

Pamiętaj – to subiektywna pensja dopasowana pode mnie na tamtym etapie życia. Nie daj sobie wmówić, że jak nie zarabiasz 3350 zł to szczęście nie istnieje. Chcę tylko zaznaczyć, że o pieniądzach należy myśleć i zarabiać tyle, żeby nie mieć z ich powodu zmartwień. Spisz swoje potrzeby i policz!

A propos, uważasz, że jest niewiele stanowisk dla takich jak Ty z twoją wymarzoną pensją? Za tydzień opowiem Ci jak zbadałem możliwości finansowe mojej branży (i nie tylko mojej).

Kończy mi się czas, muszę się pospieszyć

Od kilku tygodni zauważam, że kończy mi się czas. Widzę, że już nie wszystko w życiu mogę zrobić i wielu marzeń nie zrealizuję, bo… jestem za stary. Ale jak to … mam 26 lat, w końcu zarabiam własne pieniądze, mam tyle możliwości i… i to już? Uświadomiłem sobie, że moment, w którym możesz realizować swoje zachcianki jest bardzo krótki. Za 4-6 lat mój świat zostanie totalnie przewartościowany, bo jeśli kiedykolwiek mam być ojcem, to prawdopodobnie wtedy. Oczywiście nie traktuję tego jak koniec życia. Liczę, że ojcostwo da mi mnóstwo satysfakcji, ale nie da się ukryć, że trzeba będzie „do szafy schować vansy, powoli nosić trzewiki i spoważnieć. Nazywać nagle moczem swe siki”. Nie wyobrażam sobie co weekend zostawiać Liwii (:*) z pieluchami, żeby się „realizować”.

Nie ma czasu! Trzeba się wziąć do roboty… tzn. do zabawy! Kiedyś miałem doła. Sporządziłem wtedy listę rzeczy, które chcę zrobić, żeby poprawić sobie humor. Część z nich zrealizowałem i były to jedne z najlepszych momentów w moim życiu (cichy niedowiarek, wycieczki, 100happydays). Po jakimś czasie dół przeszedł, a ja wróciłem do rutyny. Teraz, po roku myślę sobie, że będąc zdołowanym żyłem fajniejszym życiem niż obecnie, kiedy jestem szczęśliwy. Nie można sobie na to pozwolić. Nie chcę umierać z myślą, że na mojej liście są ciągle nieodhaczone punkty.

Licho nie śpi, nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Oto moja lista:

todolist

Kilka punktów jest do wymiany 🙂 Nie chcę już trenować muay-thai ani kalisteniki, nie chcę podróżować sam. Nie zaglądałem do tego notesu od wielu miesięcy. Jestem przerażony jak niewiele zostało zrealizowane. Czy Tobie też życie ucieka między palcami?

Konfucjusz się mylił! Dlaczego?

Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu.

konfucjusz-cytaty

Konfucjusz (ur. 551 roku p.n.e. — zm. 479 roku p.n.e.)

Czuję się trochę onieśmielony, bo gość uważany jest za ogarniętego, a ja… NIE ZGADZAM SIĘ. Być może po prostu dzisiejszy świat jest inny niż Konfucjusza, a być może ja nie mam racji, ale wydaje mi się to po prostu nierealne.

Przygodę z programowaniem rozpocząłem jako czternastolatek. Kosztowało mnie to mnóstwo energii, ale uwielbiam tworzyć kod. O to po 12 latach, mogę śmiało powiedzieć „Jestem programistą”. No i? No i nic. Dalej wbrew temu co powiedział kolega myśliciel, uważam że pracuję, do pracy chodzić muszę i raczej nie chcę. Jednak czy zamieniłbym tę robotę na inną? Nie! Bo nie ma rzeczy, którą wolałbym się trudnić zawodowo.

Bardzo często piszę kod poza pracą. Staram się rozwijać i poznawać nowe technologie. Więc jak to jest – w pracy koduję, ale nie lubię pracy, a po 8h klepania w klawiaturę wracam do mieszkania i programuję?  Normalnie. Kocham programować.

Rozwiązałem tę zagadkę jakiś czas temu. Najlepszym porównaniem, które wymyśliłem są fotografowie i fotograficy. Spójrz:.

33a991_zdjecia-paszportowe-w-fotoexpres-zdjecia
Źródło – lento.pl

artistic-photography-w-11
Źródło – 30 zdjęć zapierających dech w piersiach

Jak sądzisz, które zdjęcie zostało zrobione z pasji, a które zarobiło pieniądze? Powyższy przykład odpowiada na pytanie dlaczego programuję po pracy. W biurze robię zdjęcia paszportowe, a w wolnym czasie fotografuję mokre żarówki. Być może nie opłaca się moknąć z aparatem na deszczu, ale takie rzeczy robimy dla siebie, nie dla zysku. To właśnie jest pasja, a przy odrobinie szczęścia jedno zdjęcie (lub aplikacja) może zdecydować o twojej przyszłości, jeżeli zainteresuje się nią ktoś z zasobnym portfelem. Jednak taki obrót spraw nie jest pisany każdemu, dlatego musisz pracować.

Mam rację?