Siłownia, dieta, fitness lifestyle.

Kocham czekoladę. Potrafię długo bez niej wytrzymać, ale prędzej czy później wiem, że do niej wrócę – na moment, na kilka dni – wpadnę w ciąg i będę pożerał ją ponad ludzkie możliwości, a potem się opamiętam i na nowo będę uczył się jej nie jeść. Na szczęście dzięki mojemu zapaleniu do kształtowania sylwetki znalazłem kilka tricków jak sobie z tym radzić.

Siłownie zacząłem odwiedzać w lutym 2014 roku – jak już pisałem w poprzednich postach  na początku skupiałem się na treningu, a nie na diecie. Dużo czasu zmarnowałem przez swoją niewiedzę, jednak od czegoś trzeba było zacząć. Brak znajomości tematu bardzo szybko starałem się nadrabiać i dzisiaj chyba mogę powiedzieć, że umiem o siebie zadbać.

Kiedy to się stało pasją? Gdy zamieszkałem bez współlokatorów, dostałem w prezencie dużo wolnego czasu. Jakoś tak wyszło, że porzuciłem oglądanie seriali i nie miałem co ze sobą zrobić. Zacząłem eksperymentować z gotowaniem. Mieszkałem blisko siłowni, którą mogłem odwiedzać na piechotę no i się zaczęło.

Jak poradziłem sobie z miłością do słodyczy? Zacząłem sam je robić! Od naleśników z owocami:

instagram_nalesniki.jpg
instagram @trnn90

Przez ciasta i ciasteczka:

Po… ukochaną czekoladę:

instagram_czekolada.jpg
instagram – @trnn90

Dzięki temu mogę kontrolować skład słodyczy i zrezygnować z cukru. Oczywiście to ciągle są kalorie, ale na tyle zdrowe, że nie rusza mnie sumienie, kiedy po nie sięgam.

Co dzięki tej pasji osiągnąłem? Wszystko. Tego bloga, upór, umiejętność gotowania i ogólnego eksperymentowania w kuchni, tonę wiedzy o tym jak działa nasz organizm oraz „last but not least” wydaje mi się, że nienaganną (choć wciąż wymagającą szlifu) sylwetkę:

transofrmation2.png
lipiec 2016 vs listopad 2014. Przede mną jeszcze 4 tyg. redukcji.

To tak naprawdę tylko errata do całego cyklu o sylwetce. Jeśli jeszcze nie znasz tamtych postów, serdecznie zapraszam do lektury 🙂

Healthy lifestyle, polecam,

mateusz_podpis.png

Reklamy

Jak skutecznie zmienić nawyki dla zdrowej sylwetki

giphy

Zaczynając pracę nad ciałem, nie mogłem pogodzić z czasem dotarcia do mety. Zrozum, że to może być kilka lat. Tak, LAT. Trenuję i kontroluję mój talerz od dwóch i jestem bliżej niż dalej swojej wymarzonej sylwetki, ale to jeszcze nie to.

Dla większości problem leży w zdefiniowaniu celu. Nie stawiaj sobie nierealnego postanowienia, bo pewnie zakończy się klęską. Mi się udało dzięki rozmienieniu wszystkiego na drobne zmiany w życiu.

Pierwszym założeniem było: „Od poniedziałku do piątku codziennie będę na siłowni”. Tyle. Nic o trenowaniu! Byłem obolały? Szedłem do sauny lub tylko wziąć prysznic(!). Dzięki temu wyrobiłem sobie nawyk bycia na pakerni. Zawsze starałem się coś zrobić (chociażby orbitrek przez 10 min), ale jak kompletnie nie miałem mocy to kończyło się tylko prysznicem.

Dopóki nie będziesz w stanie trzymać się obranego terminarza by stale trenować i nie być zmęczonym – olej dietę. Jedz wszystko co chcesz. Zasługujesz. Kiedy trening będziesz mieć we krwi przyjdzie czas na zmiany na talerzu. Poczujesz kiedy to nastąpi.

Początkowo odstawiłem tylko słodycze i fast-food. Dopiero po około 10 miesiącach zacząłem liczyć kalorie (to prawie rok bez prawdziwej diety!).

bezDiety
Tylko ćwiczenia. Żadnej diety! Brak starszych zdjęć. Dopiero w lutym 2015 odstawiłem słodycze i fast-food. W kwietniu zacząłem liczyć kalorie

progressĆwiczenia + dieta. 

Teraz mam ścisły i dopasowany do mnie jadłospis, ale doszedłem do tego małymi krokami. Żadnych drastycznych zmian.

Ostatnia rada – rób REGULARNIE zdjęcia. np. raz na tydzień. Wytrwaj pierwsze 6-7 zdjęć i zobaczysz progres. Od tego momentu, nie pozwolisz sobie na regres, a jeżeli się zdarzy to motywuje do odrobienia strat. Olej wagę i centymetry. Liczy się tylko test lustra 🙂

To tyle – nie spiesz się – masz całe życie 🙂

P.S. Przeczytaj i zobacz jeszcze: http://emarlak.blog.pl/2016/03/06/utrzymnie-motywacji-w-zrzucaniu-wagi/ 

Dlaczego nie „musisz schudnąć na lato”. Prawda w jedną minutę

Cześć,

To przedostatni post o „kształtowaniu sylwetki”. Zastanawiam się czy chociaż zostało wzięte przez Ciebie pod uwagę 100happydays challange? 🙂

Praca nad ciałem najczęściej kojarzy się z redukcją tłuszczu. Dziś zbędny balast ma złą sławę. Zabawne, że niegdyś był podziwiany.

fatmansclub
„Klub grubasa (1894)” – członkowie musieli ważyć minimum 90kg!”

Prowadząc blog w tamtych realiach pisałbym „jak przytyć”, jednak dziś powiem Ci dlaczego nie „schudniesz na lato”.

Przyjdzie maj, zostanie kilka tygodni do urlopu, wszyscy panicznie pobiegną na siłownię, zajęcia fitness czy jogging po parku. Jazda. Nieprzygotowane ciało po dwóch treningach będzie tak obolałe, że odstawią wszystkie postanowienia w kąt. Bardzo dobrze, bo jeżeli jedyną motywacją jest banda obcych ludzi na plaży to… jak śpiewała Ewa Farna, nie tędy droga.

Jeżeli wstydzisz się pokazać na plaży to znaczy, że nie podobasz się sobie. Skoro tak, to nie jest to stan, który trwa 3 miesiące tylko cały rok. Twierdzenie „muszę schudnąć na wakacje” to tak naprawdę „muszę schudnąć na wakacje”. Przy sporych zaległościach, w tym sezonie i tak jest za późno na dietę i trening, który Cię nie zabije. Jeżeli jednak bardzo chcesz, możesz przestać jeść, być super na plaży i czekać na efekt jojo 🙂

Masz świadomość, że twoim celem nie jest forma urlopowa, prawda? Wakacje to po prostu moment, w którym musisz się odsłonić i się tego wstydzisz, ale tak naprawdę chcesz być fit przez cały czas. Zacznij dziś, a skończ… nigdy.

Za tydzień – krok po kroku – jak udało mi się wyrobić poprawne nawyki i dlaczego nawet nie myślałem o rezygnowaniu. Potem, w kwestii sylwetki, jesteś „on your own”.

Czy muszę być „fit”, aby być szczęśliwym?

Pierwszy post, sprawiający problemy podczas pisania. Czy musisz być fit?

Tak nie niewiem

„Szczęście” nie jest uniwersalne i dla każdego jest czym innym. Najbardziej trafi do Ciebie ten post, jeśli jesteś na podobnym etapie, na którym jestem ja – przed trzydziestką, bez poważnych zobowiązań. Jednak zachęcam do lektury, nawet jeśli jest inaczej.

Nie wmówię Ci czym jest szczęście. Wiem jednak, że ja, muszę postrzegać siebie jako osobę atrakcyjną, aby być zadowolonym z życia. Być może jednak cały trend kaloryfera na brzuchu Cię nie dotyczy. Oczywiście, że nie każdy musi mieć sześciopak, ale postaram się pokazać, że nie o kratę tu chodzi i że dbanie o siebie (ogólnie) jest ważne w drodze do sukcesu.

Zapytasz dlaczego pisząc bloga o „szczęściu” dużą wagę przywiązuję do tak powierzchownej rzeczy jaką jest wygląd? Przecież kiedy poznajesz kogoś, wygląd nie jest najważniejszy. Nie, nie jest najważniejszy, ale zdecydowanie jest pierwszy, dlatego satysfakcjonujący widok w lustrze to początek podróży w kierunku zadowolenia z życia. Przecież wielu osobom, mogę się nie podobać! Jednak podobam się komuś z kim będę musiał wytrzymać do ostatniego oddechu – sobie.

Zacząłem ćwiczyć, bo chciałem być atrakcyjniejszy. A teraz? Piszę blog, który jest dość intymnym kawałkiem mnie. Powstał, bo dwa lata temu poszedłem na siłownię. Czy to jest powierzchowne? Nie, bo praca nad sylwetką kształtuje tak naprawdę ducha. Wysportowane ciało to efekt uboczny, coś co z czasem staje się codziennością. Poświęcenie, wytrwałość, pewność siebie – to cechy wypracowane. Bardzo pomocne w osiąganiu szczęścia. Z moich obserwacji wynika, że zakompleksieni ludzie to wredni ludzie. Walcz z kompleksami! Nie daj się!

Jeszcze tylko dwa posty o sylwetce – za tydzień „Idealna sylwetka do wakacji!”.

Jedno pytanie, które sprawi, że poprawisz swoją sylwetkę

Cześć,

Na foto zajawce z zeszłego tygodnia moje zdjęcie „przed” nie było moim najgorszym stadium. W najgorszym stadium unikałem aparatu jak ognia. Przejrzałem setki swoich zdjęć z różnego plażowania i opalania się w latach 2011-2013 i zgadnij co? Żadnego zdjęcia bez koszulki…przypadek.gif

Nie wiem czy Ty też tak masz, ale ja jestem lekko narcyzem. No dobra, nie lekko. Lubię się sobie podobać, ale lubię też czekoladę. Kiedy rozpocząłem studia moją jedyną aktywnością były pląsy we wrocławskich klubach tanecznych, a że tancerz ze mnie marny to niestety bardzo szybko zacząłem przybierać na wadze. Na moje (nie)szczęście, mam dość pociągłą twarz i nawet jak jestem „pulchny” to aż tak mocno tego po mnie nie widać, więc obudziłem się dosyć późno. Poza tym… miałem dziewczynę, naukę i przytłaczającą ilość zmian w życiu, więc niespecjalnie na to zwracałem uwagę. No więc co się stało? Dziewczyna ze mną zerwała i chciałem jej „pokazać”? Nie. Po prostu na poniższe pytanie odpowiedziałem „Tak”. To był wspomniany w poprzednim poście „pierwszy krok”.

„Czy chcę się sobie bardziej podobać?”

Odpowiedź wydaje się banalna, ale… (click play)


Mój związek rozpadł się m.in. przez tę decyzję. Tak mocno skupiłem się na wytrwaniu w swoim postanowieniu, że całkowicie zaniedbałem tamtą relację. Czy żałuję? Nie, ale o tym kiedy indziej.

Zawiodłem Cię tym postem? Zasugerowałem Ci, że znajdziesz dietę cud i trening szyty na miarę? Jeśli tak to dobrze. Praca nad sylwetką to długa droga i musisz znaleźć w sobie pokłady cierpliwości i systematyczności. Pomocny w tej kwestii będzie następny post – 100 dni, które pomogą Ci być systematycznym.

Zapraszam!